czwartek, 27 sierpnia 2020

Jak prascy Senegalczycy Słowację zdobywali


Żołnierze z Pragi wyjeżdżający na front słowacki. Rok 1919
Wikipedia, domena publiczna

 Fakt ogłoszenia czechosłowackiej niepodległości w październiku 1918 roku jest wydarzeniem znanym dość powszechnie. Tłumy na Placu Wacława, wiwaty na cześć Legionistów i Masaryka, strącanie habsburskich orlic z szyldów przed instytucjami walącej się w gruzy CK Monarchii, na koniec zaś zwalenie kolumny mariańskiej- mylnie traktowanej jako symbol tryumfu wojsk cesarskich pod Białą Górą i austriackiej okupacji - to Praga przełomu miesięcy, które zakończyły  opiewaną w mnogich opracowaniach, znamienną czeską jesień przed 102 laty.

No właśnie- czeską, bo choć państwo nazwano Czechosłowacją- wśród tzw. "Ludzi 28 października", którzy podpisali dokument jego utworzenia, był tylko jeden Słowak- Vavro Šrobár. Niejako "dokooptowano" go do ekipy, bo akurat przebywał w stolicy będąc gościem na weselnym przyjęciu (bynajmniej nie był jednak "człowiekiem z łapanki", bo wcześniej aktywnie współpracował w tworzeniu idei wspólnego państwa z politykami z kręgu Tomasza Masaryka).  W świat poszedł sygnał, że Czesi i Słowacy po  tysiącu lat znowu się połączyli. 

Polegając na wstepnych ustaleniach wytworzonych przez Beneša, Masaryka i  Štefánika podczas kilkunastu miesięcy urabiania kół rządzących i opinii publicznej we Francji i Stanach Zjednoczonych oraz na tzw. umowie pittsburskiej z marca 1918 roku, kwestię Słowacji uważano za rozstrzygniętą. Bez oglądania się na państwo, które władało tym terytorium od czasów upadku Wielkich Moraw- Węgry.

Tymczasem Węgrzy, choć w ostatnich dniach trwania I wojny światowej zerwali "żelazną" więź z Wiedniem aby wyjść z awantury wywołanej strzałami w Sarajewie z jak najmniejszymi stratami, 28 października dalej administrowali Słowacją. Wojna jeszcze trwała, zaś wielu węgierskich polityków łudziło się, że separacja od Austrii pozwoli Budapesztowi na odciągnięcie odium niechronnej przegranej i zachowanie możliwie jak nawiększej połaci "Wielkich Węgier", których Słowacja, jako Górne Węgry, była od wieków jedną z głównych części składowych.

Dla Edvarda Beneša- ministra spraw zagranicznych nowopowstałego państwa, który tymczasowo rezydował w Paryżu czekając na koniec wojny i konferencję pokojową, sprawa była jasna- Czesi i Słowacy (albo, jak sam mawiał najczęściej- Czechosłowacy) są sojusznikami zwycięzców i jako tacy będą partycypować w podziale łupów po trupie Austro- Węgier na zasadzie samostanowienia narodów. Tym samym, oprócz Czech i Moraw, a także tego, co uda się uzyskać na Śląsku, w skład państwa musi wejść Słowacja (co dodatkowo gwarantowała wspomniana już umowa pittsburska). Tak marginesie- nie miał przy tym problemu z Niemcami na pograniczu Czech i Moraw, choć było ich ponad 3 miliony (przy niespełna 6,5 milionach Czechów). W rzeczonej kwestii zachodni alianci, którzy nie mieli pojęcia o geografii i stosunkach ludnościowych w tej części Europy (angielski premier David Lloyd George dziwił się np. w Wersalu, dlaczego Polska ma pretensje terytorialne do...Hiszpanii. Chodziło bowiem o Galicję), dali się zwieść zaniżonym liczbom i argumentom o granicach historycznych, które młodej republice są niezbędne do przetrwania. 

Wbrew własnym cichym oczekiwaniom prawa do obrony swoich historycznych granic nie dano Węgrom. Tym samym na nic się zdało opuszczenie tonącego austro- węgierskiego okrętu "za pięć dwunasta". 25 listopada 1918 roku Beneš zwrócił się do aliantów z petycją, aby wydały zarządzenie tymczasowej (do czasu rozstrzygnięć konferencji, która wyda ostateczny, niewątpliwie przychylny Czechosłowakom, werdykt w tej sprawie) okupacji Słowacji. Na Pozsony (Bratysławę) pomaszerowały czeskie oddziały, ale zostały dość szybko odparte. Kiedy zawiodły karabiny- spróbowano dyplomacji. Za pośrednictwem polityków słowackich- zwolenników połaczenia z Czechami (warto wspomnieć, że nie była to wówczas na Słowacji jedyna opcja i jedyna wizja przyszłości), 6 grudnia wynegocjowano z węgierskim ministrem wojny Albertem Barthą wycofanie się Madziarów z 2/3 ziem Górnych Węgier. Czesi jednak ostatecznie z prezentu tego nie skorzystali nie chcąc przypisywania zbyt wielu zasług Słowakom, którzy mogliby później wykorzystać ten fakt do uzyskania zbyt dużej samodzielności.

Ostatecznie w sukurs czeskim politykom i wojskowym przyszła Francja. 21 grudnia marszałek Foch, w imieniu zwycięskich mocarstw, zażądał od Węgier opuszczenia całej Słowacji. Wycofujących się Węgrów, w atmosferze wybuchających tu i ówdzie zbrojnych potyczek,  zastąpili Czesi, którzy wbrew ustaleniom m.in. umowy pittsburskiej gwarantującej Słowacji autonomię, rozpoczęli czechosłowackie porządki od wprowadzania czeskiegu ustawodawstwa i centralistycznego charakteru rządów. W całej akcji organizowania nowego państwa w jego słowackiej części uczestniczyli także rodowici Słowacy, w tym głównie sygnatariusze i zwolennicy  tzw. "Deklaracji Martińskiej"- podpisanego 30 października 1918 roku w Turčianskym  Svätým  Martinie dokumentu, w którym znalazły się zapisy o dobrowolnym zjednoczeniu z Czechami. Niestety, podczas gdy gros z 1,7 miliona Słowaków było wyznania katolickiego, twórcy deklaracji z Martina byli głównie ewangelikami. Dodatkowo deklaracja ta, która z założenia miała dwa narody połączyć, na wstępie zrodziła słowacką nieufność względem czeskich partnerów. Za sprawą proczechosłowackiego Słowaka   Milana Hodžy (późniejszego premiera Czechosłowacji w latach 1935-1938) dokument został już na wstępie odpowiednio przeredagowany, następnie zaś oryginał deklaracji z podpisami sygnatariuszy zaginął... Odtworzony odbiegał już ponoć tak zasadniczo od pierwotnej wersji, że niektórzy uczestnicy zebrania w Martinie uważali go po prostu za pusty falsyfikat. Od 30 października, czyli od podpisania Deklaracji Martińskiej, formalnie przedstawicielem proczechosłowackich Słowaków była Słowacka Rada Narodowa, jednak istniała ona zaledwie niespełna dwa miesiące i została rozwiązana 23 stycznia 1919 roku (w jej miejsce powołano centralne ministerstwo do spraw Słowacji na czele z Vavro Šrobárem).

To, oraz wiele innych szczegółów, a nade wszystko odłożenie kwestii słowackiej autonomii pod stół, stało się źródłem braterskich nieporozumień przez cały okres międzywojenny, a ostatecznie doprowadziło do secesji Słowacji z federacji w przeddzień aneksji Czech i Moraw przez Rzeszę w marcu 1939 roku. Ale to już inna historia.

Słowacja nie była jedynym spornym terytorium pomiędzy młodą I Republiką a Węgrami. Z tysiącletniego "węgierskiego kotleta" Czechosłowacja, sprawdzoną drogą, za pośrednictwem i z pomocą Rusinów emigrantów z USA, odkroiła sobie także Ruś Podkarpacką z Użhorodem i Mukaczewem. Rusinom również obiecano autonomię, której nie zamierzano wcielić w życie...

Tymczasem na Węgrzech, na fali niezadowolenia z wyników wojny i systematycznego oddawania kolejnych ziem ościennym państwom na wskutek odgórnych decyzji zapadających w Paryżu, Londynie i Waszyngtonie, 21 marca 1919 roku władze przejęli komuniści. Węgierska Republika Rad pod wodzą Beli Kuna zaczęła od zbrojeń, co poważnie zaniepokoiło przywódców Ententy. Niepokój ten stał się wodą na młyn rozbudzonych ambicji Czechosłowaków, którzy 27 kwietnia "prewencyjnie" weszli na Węgry i, mając nadzieję na kolejne zdobycze terytorialne (choć na ziemiach objętych tą okupacją Słowaka ze świecą było szukać) posunęli się 80 kilometrów na południe od dotychczasowej linii demarkacyjnej.

Ani dyrygujący akcją z Pragi minister obrony Václav Klofáč, ani przyzwyczajeni od tygodni do wycofywania się Węgrów czechosłowaccy dowódcy nie spodziewali się furii, jaką wywoła wkroczenie ich wojsk na rdzenne węgierskie ziemie. Tymczasem wysłana przeciwko nim węgierska Armia Czerwona, której nie pętały żadne międzynarodowe konwenanse, dodatkowo silnie zmotywowana obroną własnych terytoriow, przetoczyła się jak walec przez pozycje agresora i w krótkim czasie wyparła czechosłowackie wojska z większej części Słowacji docierając do polskich granic. 16 czerwca w Preszovie proklamowano Słowacką Republikę Rad.

Morale czeskich wojsk poleciało na łeb, na szyję. Aby je podnieść i skłonić ustępującą armię do stawienia odporu czerwonym oddziałom potrzebny był głównodowodzący z charyzmą, najlepiej mający na koncie jakiś świeży sukces. Padło na pułkownika Josefa Šnejdárka, który w styczniu tegoż roku w siedem dni wyparł wojska polskie z Bogumina, Karwiny, Jabłonkowa i Cieszyna, odrzucając je za Wisłę, aż pod Skoczów.

Josef Šnejdárek
Wikipedia, domena publiczna

Mapa przebiegu wojny siedmiodniowej o Śląsk Cieszyński
Wikipedia, domena publiczna
Autor: D T G – Vlastní dílo, CC BY-SA 4.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=75282273

Na temat Šnejdárka zarówno w polskiej, jak i w czeskiej (czechosłowackiej) literaturze historycznej wylano już morze atramentu. Dla Polaków, zwłaszcza tych mieszkających na Zaolziu, od stu lat stanowi on symbol wszelkiego zła, a to za sprawą incydydentów, do których doszło podczas trwania wyżej wspomnianych walk, kiedy to miały miejsce m.in. mordy na polskiej ludności cywilnej w Karwinie oraz masakra jeńców wojennych w Stonawie. Dla Czechów jest bohaterem, który w 7 dni pobił Polaków i wpłynął na ostateczny przebieg linii demarkacyjnej, która pozostawiła po stronie czechosłowackiej Zagłębie Ostravsko- Karwińskie i strategiczną linię kolejową Bogumin- Mosty. Pomija się przy tym zazwyczaj fakt wielokrotnej przewagi w ludziach i sprzęcie, wykorzystanie elementu zaskoczenia i trudnej sytuacji wewnętrznej pólnocnych sąsiadów w rzeczonym czasie, nie mówiąc już o wspomnianych wyżej wydarzeniach, które tak traumatycznie przeżyli Polacy. Zwycięzców się nie sądzi...

W 2012 roku, na wzgórzu Polední przy wsi Bystřice na Zaolziu wystawiono Šnejdárkowi pomnik, który stał się od razu zarzewiem konfliktów pomiędzy społecznością polską i czeską administracją. Kilka dni po odsłonięciu niewykryty sprawca wymalował na nim czerwoną swastykę...

Odnowiony w 2013 roku pomnik generała Josefa Šnejdárka
Wikipedia, domena publiczna
Autor: Babuna881 – Vlastní dílo, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=24293134

Samemu Šnejdárkowi, abstrahując od tego, czy maczał palce we wspomnianych mordach i egzekucjach, czy też działo się to poza jego plecami, do faszysty było jednak daleko. Urodził się w 1875 roku jako syn młynarza w morawskiej Napajedli. Od dzieciństwa cechowała go bujna fantazja i pomysłowość. Mając 13 lat uciekł z domu z zamysłem zostania tureckim Paszą. Pewnego dnia ot tak, po prostu, zabrał ze sobą zasobną skarbonkę i wyruszył w drogę. Z Moraw, przez Wiedeń, dojechał aż do Triestu. Tam niestety skończyły mu się pieniądze, więc wysłał telegram do babci, aby dosłała mu nieco na dalszą podróż. Zamiast gotówki na poczcie czekał kilka dni później jego wujek. Marzenia o zostaniu sułtańskim dostojnikiem spaliły na panewce. Zamiast tego, po skończeniu szkoły, wstąpił do austro-węgierskiego wojska. Służył w Budapeszcie i Innsbrucku, a na jednym z urlopów, który spędzał we Włoszech, spełnił chociaż w części swoje tureckie marzenie i zaciągnął się na ochotnika do sułtańskiej armii, gdzie zaliczył kilka potyczek z Grekami, podczas jednej z wojen bałkańskich.

Po czasie Austro- Wegry stały się dla niego za ciasne, więc udał się w podróż do Północnej Afryki, a koniec końców zaciągnął do francuskiej Legii Cudziemskiej w Maroku, gdzie spędził kilkanaście lat. Afryka i Legia były jego miłością (poświęcił im większą część spisanej tuż przed wybuchem II wojny światowej autobiografii), ale wybuch walk w 1914 roku ściągnął go z powrotem do Europy. Na froncie zachodnim walczył w szeregach armii francuskiej, a potem legii czechosłowackich, z którymi po wojnie wrócił do Pragi. Z sukcesem zakończył kampanię na Śląsku Cieszyńskim, a potem wysłano go na Słowację.

Dowództwo 2 dywizji czechosłowackiej objął 5 czerwca 1919 roku. Jak sam napisał, to, co zobaczył na miejscu, wołało o pomstę do nieba. Zebrał do kupy rozproszone po polach i lasach oddziały, zdegradował nieudolnych, postawił tamę dezercjom, a do najbardziej zniewieściałych wojaków ponoć strzelał osobiście. Po czterech dniach Czechosłowacy przeszli do natarcia, a Šnejdárek zapisał się w tej wojnie jako zwycięzca spod Zvolenia. 

Josef Šnejdárek pod Bańską Szczawnicą. Czerwiec 1919
Wikipedia, domena publiczna

Wobec nie akceptowania przez Węgierską Republikę Rad związanych z tworzeniem nowych granic odgórnych poleceń Ententy, do wojny włączyła się mająca najwięcej do stracenia w tym temacie Rumunia. Atakowani z dwóch stron (choć należy zaznaczyć, że to front rumuński miał tu decydujące znaczenie)  Węgrzy Beli Kuna zostali ostatecznie zwyciężeni. Jednak zanim to się stało...

Działania wojenne na Słowacji, pomimo wszelkich drastycznych kroków powziętych przez podpułkownika  Šnejdárka oraz zwycięstw takich, jak to pod Zvoleniem, nie przebiegały po myśli Czechów i Słowaków. Ale, jak to mówią, jeżeli nie da się siłą, to może sposobem. I taki sposób, który miał podziałać na morale i psychikę żołnierzy węgierskiej Armii Czerwonej, wymyślił Josef  Šnejdárek. A że był nieszablonowy i w historii wojskowości mało, albo może wcale dotychczas nie spotykany, warto go tu przytoczyć.

Jako weteran Legii Cudzoziemskiej i żołnierz armii francuskiej czeski głównodowodzący na froncie słowackim posiadał wiedzę niedostępną swoim towarzyszom broni. Pewnego dnia zdecydował więc, że postraszy Węgrów...Senegalczykami. 

Już w Maroku widywał tych groźnych, czarnych wojowników niejednokrotnie, a potem, w starciach z wojny francusko- niemieckiej, objawili mu się oni jako prawdziwi "aniołowie śmierci". Walczące po stronie francuskiej (Senegal był francuską kolonią) egzotycznie ubrane oddziały Senegalczyków wykorzystywane były m.in.  do "czyszczenia okopów" wroga, które polegało na wycinaniu w pień maczetami żyjących jeszcze Niemców. Myśląc "Senegalczyk" Šnejdárek widział więc uosobienie najczarniejszych snów żołnierzy armii, przeciw którym przyszło im walczyć. Inna rzecz, że mając u swojego boku Senegalczyków, mógł wysłać Węgrom jasny komunikat- "skoro ich mamy- Francja jest z nami". Tylko... skąd wziąć na Słowacji Senegalczyków?

Pułk Senegalczyków maszerujący przez francuskie miasto
Wikipedia, domena publiczna

Ale od czego jest fantazja? Kiedy tylko poskładał swój plan w głowie, Šnejdárek kazał wezwać jednego z członków sztabu, którego wysłał w podróż do Żyliny i Koszyc. Powiedział mu, że ma zebrać 100 żołnierzy w płóciennych mundurach, poczernić im twarze i ręce, a na głowy kazać założyć jasne, zwinięte materiały, w kształcie turbanów. Owych pseudo- Senegalczyków planował zapakować  następnie do pociągu i wysadzać na każdej stacji. Mieli chodzić po peronie i mówić po senegalsku. Kiedy sztabowy zleceniobiorca tej swoistej mission: impossible trzeźwo zauważył, że o ile pierwsza część planu jest wykonalna, to już znaleźć w Koszycach czy Żylinie 100 ludzi z biegłym senegalskim będzie raczej problem, zleceniodawca wyjaśnił, że przecież Węgrzy i tak ni w ząb nie rozumieją senegalskiego, tak więc żołnierze mają do siebie po prostu niezrozumiale bełkotać, a wyraźnie wymawiać jedynie słowo "Senegal".

I tak oto 100 wybranych czeskich i słowackich "Senegalczyków" zaczęło krążyć po wybranych stacjach kolejowych. Tak jak przewidywał Šnejdárek węgierscy szpiedzy z trwogą donosili o czarnych wojownikach do Budapesztu, z setki robiąc tysiąc, z tysiąca trzy itd. W 48 godzin od zauważenia pierwszych "Senegalczyków" na stacjach dowództwo węgierskiej Armii Czerwonej wywnioskowało, że głównodowodzący siłami sprzymierzonych na Bałkanach generał Louis Franchet d’Espérey przysłał Czechosłowakom tranzytem przez Rumunię dwa pułki Senegalczyków. 

Efekt psychologiczny także został osiągniety. Kiedy czechosłowacka armia przyparła oddział Węgrów nad rzeką  Hron- do głębokiej wody uciekali także ci, którzy nie umieli pływać. Kiedy podtopionych wyciągnieto na brzeg i zapytano, dlaczego woleli pewną śmierć niż pójście do niewoli, odparli, że słyszeli, iż głównodowodzącym Czechów jest wielki murzyn- ludożerca :)  

7 lipca 1919 roku, dzięki własnej ofensywie, półśrodkom dezinformacyjnym, a przede wszystkim odciążeniu frontu na wskutek działań rumuńskich, armia czechosłowacka opanowała całość terytorium, które straciła wcześniej na wskutek węgierskiego kontrnatarcia. Setka "Senegalczyków" Šnejdárka, składająca się prawie w całości z chłopaków z praskich Vršovic, wyolbrzymiona przez nieprzyjacielski wywiad do liczby 6 tysięcy żołnierzy, zapisała się w historii jako współtwórcy faktu oddzielenia Słowacji od Węgier. 

Węgierska Republika Rad zakończyła swój żywot 1 sierpnia 1919 roku. 13 dni później, pomimo formalnego zawieszenia działań wojennych, podczas tajnej nocnej akcji wojsko czechosłowackie przekroczyło Dunaj i zajęło leżącą na południe od Bratysławy Petržalkę. Miasto wcześniej było węgierskie, choć większość mieszkańców stanowili Niemcy. W związku z faktem, że aneksji tej nie dało się podciągnąć ani pod względy etniczne, ani też historyczne (tu graniczny orzech był zresztą najtrudniejszy do zgryzienia, bo Słowacja nigdy dotychczas południowych granic nie miała), stwierdzono, że Petržalka jest słowackiej stolicy potrzebna, bo jej mieszkańcy mają tam...sady i ogrody. Wybiegając nieco w przyszłość- po następnej wojnie, w roku 1947, dzięki motywacjom strategicznym, udało się Czechosłowacji  do Petržalki przyłączyć następne 3 (z sugerowanych 5-ciu) węgierskie miejscowości- Rusovce, Jarovce i Čunovo.  Dziś ów dawny tzw. przyczółek bratysławski albo bratysławskie przedmoście, stanowi jako całość powiat Bratysława V. Petržalka jest największą z mieszkalnych dzielnic Bratysławy.

Bratysławskie przedmoście
Wikipedia, domena publiczna

Widok na blokowiska w Petržalce
Wikipedia, domena publiczna

Akcja z 14 sierpnia objęła też zajęcie położonego na południe od Lučenca górniczego miasta Salgótarján (które wcześniej wojsko czechosłowackie atakowało dwa razy bez sukcesów). O ile jednak zatwierdzający ostatecznie granice przywódcy Ententy aneksję Petržalki jeszcze jakoś przełknęli, to ich decyzją z Salgótarján Czechosłowacy musieli się ostatecznie wycofać i miejscowość pozostała po węgierskiej stronie linii demarkacyjnej.

Wojna z Czerwonymi Węgrami, choć początkowo jawiła się jako prawdziwa katastrofa młodej armii czechosłowackiej  ostatecznie więc wypadła dla I Republiki na plus. Drugi człon federacji powiększono o wyżej wspomniane bratysławskie przedmoście, co zostało później potwierdzone w traumatycznym dla Węgier traktacie w Trianon. Dodatkowo przyczyniła się też ona do ostatecznej akceptacji przez Zachód przynależności państwowej Rusi Podkarpackiej (główną rolę grała tu obawa przed bolszewizacją tego obszaru).

Walki o Słowację w 1919 roku
Wikipedia, domene publiczna


Pułkownik  Josef Šnejdárek, po  zakończeniu bojów o Słowację, piął się po stopniach awansów  w czechosłowackim wojsku, choć formalnie, aż do roku 1927, był oficerem armii francuskiej. 15 maja 1920 w Orłowej na Zaolziu zorganizowano na niego nieudany zamach bombowy. W póżniejszym okresie większość końca zawodowej kariery spędził na Słowacji- w Koszycach i w Bratysławie. Od 1930 roku, już jako generał armii, dowodził całym wojskiem w tej części federacji. Pięć lat później przeszedł na emeryturę, po ogłoszeniu Protektoratu Czech i Moraw wyemigrował do Francji, gdzie właczył się w odtwarzanie czechosłowackich struktur państwowych na emigracji. Po zajęciu Francji przez Niemcy wyjechał do miejsca, z którego niegdyś wyrwała go wojenna pożoga- do Maroka. Zmarł w Casablance 13 maja 1945 roku. Jego szczątki zostały przeniesione do rodzinnych Napajedli w roku 1996.


Źródła:

Dějiny zemí Koruny české II, Praha  1993, praca zbiorowa

Dušan Tomášek, Nevyhlášená válka. Boje o Slovensko 1918–1920, Praha 2012 

Josef Šnejdárek, Co jsem prožil, Praha 1939

Michał Przeperski, Nieznośny ciężar braterstwa, Kraków 2016

Paweł Jacek Michniak, Kwestia słowacka w Czechosłowacji w latach 1945-1948, Warszawa 2013

Wikipedia, domena publiczna (Josef Šnejdárek, Maďarsko-československá válka, Československo-polský spor o Těšínsko)

https://www.youtube.com/watch?v=Z6JShJ0QQa4


2 komentarze: