poniedziałek, 29 października 2018

Ludzie 28 października



Zaledwie wczoraj wieczorem przebrzmiały ostatnie fajerwerki odpalone na okoliczność świętowania 100-lecia uzyskania niepodległości przez Czechosłowację. Większość ludzi przeszła nad tą rocznicą do porządku dziennego. Ci, którzy jako tako kojarzą historię, ze świętowaniem zestawiali szczupłego staruszka z bródką- tatíčka Masaryka, który w obiegowej opinii wydeptał niepodległość swojego kraju na angielskich i amerykańskich salonach (podobnie jak Paderewski miał "wygrać Polskę na wilsonowskim fortepianie"). Co bardziej zorientowani dodali mu jeszcze do towarzystwa Edvarda Beneša i Milana Rastislava Štefánika kompletując tym samym (nie do końca słusznie) ekipę postaci historycznych, bez których wolna Czechosłowacja nigdy by nie powstała. I tyle w temacie.
Gdyby jednak zapytać, co tak właściwie stało się 28 października, większość Czechów czy Słowaków (co potwierdzają np. ankiety telewizyjne) przyzna, że nie ma o tym zielonego pojęcia. Szczegóły wydarzeń sprzed stu lat zdążyły się już skutecznie zatrzeć w zbiorowej pamięci i odświeża się je jedynie okazjonalnie w mediach przy okazji wielkich rocznic. Południowym sąsiadom nie ma się zresztą co dziwić- przeciętny Polak też nie zna biegu wydarzeń historycznych z dnia 11 listopada 1918 roku, choć święto niepodległości celebrujemy rok rocznie wielką patriotyczną fetą. Nie miejsce tu, aby zajmować się szczegółami oddawania władzy w ręce Piłsudskiego przez Radę Regencyjną, ale myślę, że najbardziej wymagających czytelników zająć może czeska historia, która odegrała się w Pradze 28 października. Historia dnia, w którym nastała wolność. 

Mglisty, wietrzny i zimny poniedziałkowy poranek, który powitał prażan 28 października 1918 roku, zrazu nie wskazywał na to, że dzień ten może w jakiś szczególny sposób różnić się od poprzednich. 
Wojna jeszcze się tliła (jej końca optymiści spodziewali się dopiero wiosną następnego roku), a najwięksi czescy i słowaccy politycy kończyli toczyć na Zachodzie dyplomatyczne boje o międzynarodowe uznanie tworzącego się państwa i jego ostateczne granice. Poza krajem znajdowała się m.in. "wielka trójka" uznawana powszechnie za głównych twórców Czechosłowacji- Tomáš Garrique Masaryk (przebywał w USA), Milan Rastislav Štefánik (regulował sprawy czechosłowackich legii na Syberii) i Edvard Beneš, który w Genewie ustalał szczegóły dotyczące m.in. ustroju nowego państwa z naczelnym przedstawicielem "krajowych" polityków- Karlem Kramářem
Ewentualny, nieplanowany przewrót sytuacyjny w ojczyźnie, był nie do pomyślenia zwłaszcza dla tego ostatniego- starego wyjadacza parlamentarnego  dogorywającej CK monarchii i urzędującego przewodniczącego Narodowego Komitetu Czechosłowackiego w Pradze, który, o ile został już niejako zmuszony do uznania zagranicznych zabiegów nielubianego Masaryka i pozostałej, niemal anonimowej dla niego dwójki, to fotel lidera "domowej" polityki zdecydowany był utrzymać za wszelką cenę. Gdyby tylko mógł przewidzieć nadchodzący ciąg zdarzeń- nie ruszyłby się z Pragi ani na krok. Kiedy jednak, 25  października, ruszał w drogę, nie mógł wiedzieć, że bomba z opóźnionym zapłonem wybuchnie dopiero w niedzielę w dalekim Sztokholmie...

Karel Kramář


Balkon praskiej willi Karla Kramářa z hasłem "Pravdou třeba proti všem"

nawiązującym do znanego hasła prezydenckiego. 

Kramář nigdy nie pogodził się dominacją tzw. Hradu  i odsunięciem w cień  

niektórych polityków mających olbrzymie zasługi dla utworzenia Czechosłowacji.


    Wydarzenia, które doprowadziły do "vzniku samostatného československého státu" 28 października 1918 roku zwykło się dzielić na dwie części, z których większą wagę przykłada się do tych zapoczątkowanych pewnym szczególnym ogłoszeniem wywieszonym przy Placu Wacława. Ale po kolei.


Mrówcza praca, którą wykonywali podczas trwania I wojny światowej na Zachodzie Masaryk i Beneš, konsekwentnie przekonując  aliantów o potrzebie demontażu Austro- Węgier i utworzeniu na ich gruzach niepodległego państwa Czechów i Słowaków, pod koniec października 1918 roku była już w zasadzie ukończona. Nowy kraj zyskał uznanie we Francji, Wielkiej Brytanii, Stanach Zjednoczonych i Włoszech. Monarchia Habsburgów, za sprawą odśrodkowych działań Czechów, Słowaków, Chorwatów, Słoweńców, Polaków, Ukraińców i innych narodowości zamieszkujących to państwo, chwiała się w posadach. O ile w roku 1914 nacje te wzięłyby od Wiednia w ciemno obietnicę autonomii, to przeciągające się lata wojenne i coraz większe uzależnianie się Austro- Węgier od niemieckiego sojusznika, budziły poważne obawy dotyczące ostatecznego wchłonięcia wielonarodowego imperium Habsburgów przez II Rzeszę. W takiej zaś sytuacji po najmniejszych demokratycznych swobodach nie pozostałby choć ślad, zaś widmo nasilonej germanizacji, mogącej przekreślić narodowe osiągnięcia wieku XIX-tego, spędzało sen z powiek polityków reprezentujących narody CK monarchii.

Podobnie postrzegano Austro- Węgry w obozie Ententy. Jeszcze do początków 1918 roku niechętnie podejmowano temat  podziału tego państwa jako ekstremalnej sankcji za agresję na Serbię początkującej wybuch I wojny i twarde trwanie u boku Niemiec w następnych latach wojny. W opublikowanym 8 stycznia 1918 roku programie pokojowym prezydenta Woodrowa Wilsona mowa jest jedynie o nadaniu autonomii narodom Austro- Węgier (choć np. w sprawie Polski zapowiedziano niepodległość tego państwa). Przełom nastąpił późnym latem tegoż roku, a jego głównym powodem były nasilone działania i lobbowanie we wpływowych kręgach, które prowadzili m.in. Polacy, Czesi, Chorwaci czy Serbowie.

Ostatnia samodzielna propozycja ułożenia kwestii narodowościowej po zakończeniu wojny wystosowana została przez Wiedeń w stronę Waszyngtonu 16 października. Proponowano w niej m.in. autonomię dla Czechów, problem słowacki pozostawiając jednak w gestii Budapesztu. Wilson ją odrzucił motywując faktem, że proponowane przez niego jeszcze w styczniu warunki nie przekładają się na obecny stan rzeczy, kiedy to Rada Narodowa Czechosłowaków jest de facto członkiem koalicji antyniemieckiej i anty austro- węgierskiej. W tym momencie Austro- Węgry mogłyby się wykaraskać z wojny jedynie poprzez udzielenie zgody na niepodległość Czechosłowacji oraz państwa południowych Słowian (późniejszego Królestwa SHS następnie przemianowanego na Jugosławię).

Ogólnie rzecz biorąc kwestia powojennej integralności terytorialnej Austro- Węgier została w tym momencie niejako "posprzątana". I choć pacjent żył jeszcze kilkanaście dni- jego bogata europejska kariera historyczna nieuchronnie dobiegała końca.


Wróćmy jednak do Pragi. 28 października, około godziny 9-tej rano, członkowie Czechosłowackiego Komitetu Narodowego pojawili się pod mieszczącym się w bliskości Václaváka, wybudowanym przez dziadka Vaclava Havla Palácu Lucerna, Instytutem Zbożowym, który decydował o rozdziale płodów rolnych i wysyłaniu ich na front (podczas gdy w całym kraju po horrendalnie drogi chleb ustawiały się kolejki). Delegacja, w składzie 
Antonín Švehla i František Soukup, zażądała wydania zakazu wywozu zboża, zobowiązała też wszystkich pracowników Instytutu do przysięgi wierności wobec Komitetu Narodowego, a więc, za jego pośrednictwem, nowemu państwu czechosłowackiemu (które, nota bene, jeszcze nie istniało). Przejęcie władzy nad Instytutem- wówczas ważnym urzędem wojskowym- poszło nadzwyczaj łatwo. Był to jaskrawy dowód na to, że władza austro- węgierska nad stolicą Czech jest już jedynie iluzoryczna. Inna rzecz, że Švehla minął się nieco z prawdą informując kierownictwo Instytutu, że działa na podstawie manifestu cesarskiego proklamującego niepodległe państwo czechosłowackie... 

Data przejęcia kontroli nad Instytutem Zbożowym nie była bynajmniej przypadkowa. Pastujący stanowisko zastępcy przewodniczącego (pod nieobecność Karla Kramářa przewodniczącym był Švehla) Alois Rašín odebrał w niedzielę wieczorem telefon z Wiednia. Ze stolicy cesarstwa dzwonił przedstawiciel Komitetu Vlastimil Tusar, który wyjawił, że Karol I spotkał się z członkiem sztabu generalnego pułkownikiem Maxem Ronge, a w rozmowie paść miało słowo "kapitulacja" (chodziło o katastrofalną sytuację CK wojsk na froncie włoskim po bitwie nad rzeką Piawa).  Akcja z Instytutem Zbożowym była jego pomysłem, on też, jeszcze w nocy z niedzieli na poniedziałek, "w razie czego" spisał ołówkiem na papier akt utworzenia Czechosłowacji.


Pierwszy czechosłowacki akt prawny pióra Aloisa Rašína.

Na dole widnieją podpisy "Ludzi 28 października".


Prawdziwą bombą, od której zapalić się miała Praga, stała się tzw. "nota Andrassy'ego"- dokument przedłożony w Sztokholmie Amerykanom, za pośrednictwem tamtejszego ambasadora, przez nowo mianowanego, ostatniego już  ministra spraw zagranicznych Austro- Węgier- hrabiego Gyulę Andrássy'ego. Polityk ten, niegdyś przeciwny agresji na Serbię, teraz postanowił ratować swój kraj przez propozycję separatystycznego rozejmu z aliantami (bez porozumienia z Niemcami). Notę, w której Austro- Węgry zgadzały się na wszelkie przedłożone im wcześniej warunki (jednak nie niepodległość Czechosłowacji i państwa Słowian południowych, a jedynie autonomie tych ziem) za jak najszybsze podpisanie rozejmu i zakończenie działań wojennych. Notę wystosowano 27 października.      

Nazajutrz, tuż po godzinie 10-tej, tekst dokumentu dotarł do mieszczącej się przy Placu Wacława redakcji "Polityki Narodowej". Naczelny gazety-  Václav Beneš, po pobieżnym zapoznaniu się z notą, zarządził krótką naradę ze współpracownikami. Z noty wyciągnięto wyrwane z kontekstu słowo "ROZEJM", które postanowiono upublicznić na tablicy ogłoszeń przy wejściu do redakcji. Na wniosek sekretarza Čvančary na budynku załopotały biało- czerwone (niebieski trójkąt pojawił się dopiero dwa lata później) czeskie flagi.

Instalacja redakcyjna wzbudziła uzasadnione zaciekawienie nielicznych o tej porze przechodniów, którzy zaczęli się domagać szczegółów dotyczących owego "rozejmu". Kierownik drukarni Geistlich dopisał więc po jakimś czasie "o szczegółach powiadomimy za chwilę". Kilkukrotna lektura noty doprowadziła jednak redaktorów do wniosku, że, wbrew pozorom, nie stanowi ona aktu kapitulacji Austro- Węgier. Na wyprowadzanie gapiów z błędu nie mieli ochoty, więc zamiast tego na ww. tablicę powędrował cały tekst noty Andrássy'ego. 

 

Żywo dyskutująca, 20-30 osobowa, grupa osób, do tego zaś biało-czerwone flagi na budynku, szybko ściągnęły uwagę innych przechodzących. Pod redakcją pojawił się sklepikarz František Kopecký, który zaproponował, aby uczcić "rozejm" przystrojeniem słowiańskiej lipy rosnącej przy hotelu "Zlata husa" na  Václaváku. Kokard i flag wciąż przybywało. Wieść o kapitulacji Austro- Węgier przeleciała przez stolicę z szybkością błyskawicy. Stanęły zakłady pracy i tramwaje, a na praskich ulicach z minuty na minutę przybywało maszerujących. Czescy żołnierze demonstracyjnie odpruwali z czapek austro-węgierskie "karliki" (okrągłe emblematy z literką "K" symbolizującą władzę Karola I), w dół leciały austriackie dwugłowe orice z szyldów na okolicznych kamienicach. W pewnym momencie skali manifestacji przestraszył się nawet sam  Rašín, który dobrze zdawał sobie sprawę, że na razie nie ma żadnych dowodów na kapitulację, którą tak ochoczo podchwycili prażanie. Polityk zadzwonił do redakcji "Polityki Narodowej" z żądaniem ściągnięcia flag i "nie przesadzania" z entuzjazmem wobec mogącej nastąpić w każdej chwili reakcji praskiego CK garnizonu. Lawiny nie dało się już jednak powstrzymać.


Demonstracja 28 października 1918 roku na Placu Wacława


František Kopecký stał się nieformalnym przywódcą powiększającego się patriotycznego pochodu. Tłum ruszył przez ulicę Na Příkopě na rynek Starego Miasta ku rzeźbie Jana Husa, stamtąd, obok staromiejskiego ratusza, skierował się z powrotem na Plac Wacława. Tam prascy strażacy zdążyli już przystroić narodowym praporem kopię na monumentalnym pomniku św. Wacława. Do manifestacji przyłączył się po drodze doktor filozofii Isidor Zahradník- poseł na sejm z ramienia partii agrarnej a zarazem ksiądz katolicki o patriotycznych poglądach. Szybko przemieścił się na czoło pochodu i na Placu Wacława, stojąc u stóp słynnego monumentu, jako pierwszy ogłosił niepodległość Czechosłowacji. W swojej pełnej patosu mowie zadeklamował m.in. "Na zawsze łamiemy kajdany, w których męczyli nas wiarołomni, obcy i niemoralni Habsburgowie. Jesteśmy wolni. Tu, u stóp wielkiego czeskiego księcia, przysięgamy, że chcemy się stać godnymi tej wolności i bronić jej do utraty życia".  Po czym powiódł demonstrujących na na główny praski dworzec, który jeszcze przez kilka dni nosić miał swoją pierwotna nazwę z patronem Franciszkiem Józefem w roli głównej, a potem stracić ją na rzecz prezydenta Wilsona. Tam wezwano czeskich kolejarzy do zdjęcia ck emblematów z maszyn i taboru kolejowego oraz oznajmienia światu, że "Dziś o 11-tej zostało proklamowane Państwo Czechosłowackie". 

Nota bene, nieco ponad dwa tygodnie później, Zahradník został pierwszym czechosłowackim ministrem...kolejnictwa.


Isidor Zahradník



Przewrót zaczął się więc na dobre. I to nie tylko bez wiedzy i zgody wspomnianych polityków, którzy jednali za utworzeniem Czechosłowacji za granicą, ale także poza kontrolą praskiego Komitetu Narodowego...


Komitet postanowił działać widząc, że nic już nie zatrzyma spontanicznej demonstracji wywołanej niesprawdzoną pogłoską o kapitulacji. Jego siedzibą był wówczas Miejski Dom Reprezentacyjny (Obecní 
dům).


Dom Reprezentacyjny (Obecní dům) w Pradze

Tablica pamiątkowa na Domu Reprezentacyjnym

 upamiętniająca m.in. uchwalenie aktu niepodległości 28 października


Alois Rašín postanowił za wszelką cenę nie dopuścić do przelewu krwi. W tym celu wezwał do siebie współpracującego z czechosłowackimi organizacjami niepodległościowymi komisarza policji Richarda Bienerta. Poinformował go, że Komitet Narodowy postanowił przejąć władzę, a na Bienerta ceduje się władzę nad praską policją i staranie o utrzymanie porządku w mieście. I w tym przypadku sprawy potoczyły się nad wyraz sprawnie, ponieważ urzędujący zwierzchnik policyjny z ramienia monarchii przebywał wówczas w Ostravie, zaś gubernator był w Wiedniu. Wojska czechosłowackie dostały się pod administrację Josefa Scheinera- starosty Sokoła i długoletniego członka konspiracyjnej "Mafii".

Twardszy orzech do zgryzienia przypadł z woli Komitetu Narodowego posłowi socjaldemokratycznemu Lvu Winterovi, któremu dostała się rola negocjatora z głównodowodzącym austro- węgierskim garnizonem w Pradze- generałem Eduardem Zanantonim. Nie bez problemów zdołał on zneutralizować ewentualne zagrożenie i uzyskać obietnicę, że ck wojsko pozostanie w koszarach.


Wydarzenia następowały jedno po drugim niezwykle dynamicznie. Patriotyczna deklamacja 
Zahradníka stała się niejako nieoficjalnym wstępem do aktu, który Komitet Narodowy, po zażegnaniu niebezpieczeństwa interwencji policji czy wojska, postanowił upublicznić jako legalny organ władzy rodzącego się do życia państwa. 

Stary Orloj nie wybił jeszcze południa, kiedy Alois Rašín, Antonín Švehla, František Soukup i Jiri Stříbrný wsiedli do podstawionego przez Bienerta policyjnego wozu i pojechali do siedziby gubernatora, którego tymczasem reprezentował zastępca Jan Kosina. Ck urzędnik został poinformowany, że Komitet Narodowy obejmuje władzę w państwie w imieniu ludu czechosłowackiego, ma już pod sobą Instytut Zbożowy, a teraz przejmuje również z rąk gubernatora władzę cywilną. Podobny przebieg miało spotkanie czterech czeskich polityków w Thunovským palácu na Malej Stranie z najwyższym marszałkiem ziemskim- hrabią Vojtěchem Schönbornem, z którego rąk przejęto sprawy administracyjne.  

Dopiero w momencie, kiedy Komitet Narodowy pociągał już za wszystkie najważniejsze sznurki, auto z Rašínem, Švehlą, Soukupem i Stříbrným przejechało po moście Wełtawę i podążyło w stronę Placu Wacława. Tam, na skrzyżowaniu ulic Jindřišskovej i Vodičkovej, momentalnie okrążeni zostali przez wiwatujący tłum. Stříbrný i Soukup stanęli na siedzeniach kabrioletu, poprosili o ciszę, po czym, w imieniu Komitetu Narodowego, ogłosili akt powstania niepodległego państwa czechosłowackiego.

Soukup wspominał później: "Kto tego nie widział, nie starczy mu fantazji, żeby sobie to w najmniejszym stopniu wyobrazić. Od Muzeum Narodowego aż po Můstek na dole, głowa przy głowie, stopiona ze sobą masa ludzkich ciał. Wszyscy wołali, wiwatowali i śpiewali! Ludzie padali sobie w ramiona...Płakali. Matki podnosiły i całowały swoje dzieci, starsi mężczyźni z oczyma pełnymi łez, ściskali własne skronie i podnosili ręce do nieba, jakby dziękując za to wszystko. Prawdziwe upojenie radością potrząsało tymi nieprzeliczalnymi masami ludzi. I jak uderzenie gromu powtarzało się raz po raz: "Niech żyje Masaryk! Chwała Republice! Chwała Wilsonowi!, Chwała naszym legionistom!".  


Jeszcze w drodze powrotnej do Domu Reprezentacyjnego racjonalista  Rašín, niewątpliwie znawca psychologii tłumu, uzgodnił ze Stříbrným wysłanie na ulice jak największej ilości kapel muzycznych celem rozładowania ewentualnych napięć. Pierwsza z nich, ściągnięta zresztą z...wesela, wygrywać zaczęła patriotyczne melodie już o godzinie 13-tej.


Popołudniu w Domu Reprezentacyjnym pojawił się znany polityk słowacki- Vavro 
(Vavrinec) Šrobár. W Pradze przebywał wówczas prywatnie jako gość weselny, ale dość szybko zorientował się, że własnie dzieje się coś znacznie ważniejszego, co pozwoli mu na trwałe zaistnieć w polityce tworzącego się państwa. Ofiarował więc swoje usługi Komitetowi Narodowemu, a tuż po godzinie 17-tej został jednym z pięciu sygnatariuszy napisanego w nocy przez Rašína aktu utworzenia Czechosłowacji- pierwszego dokumentu Republiki (w którym jednak skwapliwie pominięto formę ustrojową, co do której kształtu trwały właśnie rozmowy w Genewie).

Tym samym cała piątka: Alois Rašín, Antonín Švehla, František Soukup, Jiri Stříbrný i Vavro Šrobár przeszła do historii pod mianem "Ludzi 28 października"- bezpośrednich twórców I Republiki.

 

 

"Ludzie 28 października"

Stoją od lewej: František Soukup, Jiri Stříbrný i Vavro Šrobár

Siedzą od lewej: Alois Rašín, Antonín Švehla

 

Proklamacja niepodległości w "Ludowych Nowinach" z 29 października 1918 roku



Krótki, z drugiej zaś strony jakże bogaty w wydarzenia, październikowy dzień w Pradze dobiegał końca. Pomimo tysięcznych manifestacji, poprzez mądre i ostrożne postępowanie kierownictwa Komitetu Narodowego, udało się w ciągu kilku godzin dość sprawnie opuścić szeregi narodów tworzących Austro- Węgry, utworzyć zręby nowego państwa, a przy tym wszystkim uniknąć wystrzałów i przelewu krwi. 

Wieczorem zaczął padać drobny deszczyk, a temperatura spadła się na tyle, że krople przymarzały do czapek i płaszczy manifestantów. Ludzie powoli zaczęli znikać z ulic Pragi- miasta, które po trzech wiekach miało się nazajutrz znowu obudzić jako dumna stolica niepodległego państwa.












Brak komentarzy:

Prześlij komentarz